Moje prawie ostatnie dzieło, to mały wypiek, urodzinowy torcik. Jego
pieczenie zaczęło się pechowo. Rozrobiłam ciasto na biszkopta włożyłam
do piekarnika i zaczęłam rozrabiać na drugi ciemny placek. Po upływie
pół godziny stwierdziłam że chyba czas już by placek był upieczony.
Otworzyłam drzwiczki piekarnika....i szok ciasto jakie włożyłam takie
było, po prostu się nic nie upiekło. Po kilku próbach piekarnika
stwierdziłam że spaliła się w nim spirala. No i klapa, ratunku co robić!!!!.
Skorzystałam więc z piekarnika drugiego niezbyt piekącego, bo nie było
innego wyjścia. Oczywiście placki się upiekły, ale nie wyrosły tak
ładnie jak powinny, dlatego tort wyszedł ciut niski. A do tego jeszcze
sporo go nasączyłam i zaczęło z niego spływać. Robiłam go bez żadnego
pomysłu, tylko co mi w ostatniej chwili przyszło do głowy. Okazało, że
pomysłem udało mi się zaskoczyć. Trochę tylko był niski, ale za to smakował
wyśmienicie. Musiał smakować po takich przejściach , stresach i przeżyciach.:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz